Jakich informacji nie wolno podawać w zgłoszeniu wakatu do urzędu pracy

„Zatrudnię panią do 25. roku życia, bezdzietną, najlepiej wysoką, no i z własnym samochodem” - nie licz na to, że w urzędzie pracy przyjmą ofertę tak sporządzoną.
Jakich informacji nie wolno podawać w zgłoszeniu wakatu do urzędu pracy
Dyskryminacja dotyka nie tylko pracowników, ale też kandydatów do pracy.

fot. Piotr Idem

Przykład pierwszy: „Przyjmę samotną kobietę do prowadzenia gospodarstwa domowego". Drugi: „Zatrudnię szczupłą panią o miłej aparycji do kwiaciarni". Kolejny: „Praca w charakterze ochroniarza dla wysokiego, barczystego pana, najlepiej w wieku 25-40 lat".

O ile w ogłoszeniach w internecie czy prasie papierowej zdarzają się takie anonse, o tyle pracodawca-autor podobnego ogłoszenia zostanie odprawiony z kwitkiem z urzędu pracy. To dlatego, że ogłoszenie nie może dyskryminować żadnych osób.

Wygląd (rzadko) na pierwszym miejscu

- Pracodawca może oczekiwać określonego wyglądu tylko w bardzo wąskim zakresie prac – mówią w Polskim Towarzystwie Prawa Antydyskryminacyjnego z siedzibą w Warszawie. - To znaczy: tam, gdzie ciało jest narzędziem pracy, a jego wygląd stanowi „cel" zatrudnienia, np. w modelingu. Nie ma natomiast już żadnego uzasadnienia zatrudnianie tylko szczupłych, zgrabnych osób choćby na recepcji w siłowni. Co do tego, jak ma wyglądać trener czy trenerka, także już pojawiły się kontrowersje. Wątpliwości dotyczą tego, czy tu liczy się sam wygląd ciała, czy jego sprawność. Wyjątki od zasady niedyskryminacji określają bardzo ściśle przepisy prawa i „reputacja firmy" nie ma tutaj nic do rzeczy. Niemniej, wygląd jest bardzo kontrowersyjnym tematem, kiedy chodzi np. o dress cody firm. Należy zastanowić się, do jakiego stopnia ingerencja w wygląd pracowników jest dozwolona.

Komu trudno dostać pracę

Nie tylko ze względu na wygląd kandydaci ubiegający się o pracę są dyskryminowani. Osoby niepełnosprawne, samotni rodzice, matki powracające do pracy po urodzeniu dziecka, osoby młode (do 25. roku życia) i te w wieku 50 plus także należą do tej grupy. Trudno znaleźć pracę osobom, które leczyły się z chorób psychicznych, były na odwyku czy mają za sobą odsiadkę w więzieniu. Karygodne jest nawet podawanie w anonsie preferencji co do tego, że na danym stanowisku widzielibyśmy chętniej kobietę czy mężczyznę lub odwrotnie. Wiadomo, że przywykliśmy np. do widoku kobiety pracującej w kwiaciarni i mężczyzny jako ochroniarza stojącego na dyskotece na bramce, ale wszyscy powinni mieć – przynajmniej teoretycznie – równe szanse na otrzymanie zatrudnienia w zawodzie.

Też warto poczytać: Dyskryminacja bezpośrednia i pośrednia się różnią 

Gdy przedsiębiorca ma wakaty i zamierza przyjąć do pracy osoby zarejestrowane w pośredniaku jako bezrobotne, może mieć problem ze złożeniem formularzy w PUP ze względu na to, jakie treści w nim zamieścił.

Równi według prawa

W świetle Konstytucji wszyscy są równi względem prawa. Wszyscy pracownicy wykonujący jednakową pracę na jednakowych stanowiskach mają otrzymywać jednakowo wysokie wynagrodzenie. Nie wolno dyskryminować czy wyróżniać ludzi z takich powodów jak płeć, wiek, rasa, kolor skóry, język, religia, niepełnosprawność, przekonania polityczne i inne, pochodzenie narodowe lub społeczne, orientację seksualną, przynależność do mniejszości narodowej, majątek, urodzenie bądź z jakichkolwiek innych przyczyn. Dyskryminacja może objawiać się również w formie zatrudnienia. Niemożliwe jest zatem dyskryminowanie ze względu na to, czy pracownik podjął pracę w pełnym, czy niepełnym wymiarze godzin, na czas określony lub nieokreślony. Gdy w anonsie pojawiają się zapisy sugerujące dyskryminację, pośredniak nie przyjmie zgłoszenia.

Teoria nierówna praktyce

Zdarza się, że urząd pracy przyjmie ofertę od przedsiębiorcy, bo spełniała wymogi formalne i co do treści. Potem się okazuje się, że pracodawca dyskryminuje kandydatów. Prawda wychodzi na jaw, gdy bezrobotny, skierowany przez pośrednika z urzędu, zawitał do firmy. Tam się dowiedział, że szef, owszem, zamierza zatrudnić nowe osoby, ale tylko w wieku 30-35, same panie, bezdzietne i najlepiej jeszcze mieszkające w centrum miasta, bo siedziba przedsiębiorstwa właśnie w śródmieściu się znajduje. Na wstępnej rozmowie (nawet niekwalifikacyjnej) pracodawca wypytywał, czy kandydatka ma męża dzieci, a to pytania niedozwolone.

Oferta takiej firmy zostanie szybko wycofana z PUP, a jej szef będzie wezwany na rozmowę do urzędu. Bywa, że w ciągu 3 lub 6 miesięcy urząd pracy nie zechce z nim współpracować.

Wygrana praca

Gdy kandydat będzie uparty, skieruje sprawę do sądu. Z życia wzięte: pewna kandydatka nie dostała pracy, chociaż zdobyła najwięcej punktów podczas rekrutacji. Poległa na tym, że miała małe dziecko. Gdy przyszły pracodawca się dowiedział, postanowił zrezygnować z kandydatury młodej mamy, a przyjął kobietę, która w procesie rekrutacji zdobyła drugie miejsce. Ta pierwsza, przegrana, nie dała jednak za wygraną. Postanowiła walczyć o pracę na stanowisku, na jakie aplikowała, przed sądem. Dostała 5 tys. zł odszkodowania i rozpoczęła pracę, o którą walczyła. A walczyła długo, ponieważ sprawa w sądzie trwała ponad 2 lata.

Prawo prawem, przepisy przepisami, a i tak nie brakuje komentarzy w stylu: - To szef zatrudnia i ze swoich pieniędzy przekazuje pensję pracownikowi. Skoro on ponosi koszty, to z jakiej racji nie ma przyjąć ładnej, młodej zgrabnej? Jego firma, jego sprawa, jego wybór. 

Autor: Katarzyna Piojda
0komentarzy

Polecamy