Już 40% firm planuje zatrudniać pracowników z Ukrainy

Pomimo napływu ponad 1,3 mln cudzoziemców w 2016 rok, nadal 33% przedsiębiorstw w Polsce ma problemy ze znalezieniem pracowników.
Już 40% firm planuje zatrudniać pracowników z Ukrainy

fot. 123RF

Z najnowszego raportu Work Service „Barometru Rynku Pracy VII" wynika, że już 4 na 10 firm, chcąc obsadzić zalegające wakaty, będzie sięgać po kandydatów z Ukrainy. Pracodawcy wykazują coraz większe zapotrzebowanie na wykwalifikowane kadry, ale muszą pamiętać, że legalne zatrudnienie pracowników zza Buga wcale nie jest tańsze.

Zobacz też: Ukraińscy pracownicy receptą polskiego rynku pracy 

- Po raz pierwszy, od przemian wolnorynkowych, Polska tak wyraźnie odczuwa niedobory kadrowe. Już dziś możemy wyszczególnić całe sektory gospodarki, które miałyby duże trudności z ciągłością realizacji zamówień, bez udziału pracowników zza granicy. Z naszych najnowszych badań wynika, że aż 39% firm planuje rekrutacje Ukraińców, ze względu na braki kandydatów na rodzimym rynku pracy – mówi Maciej Witucki, Prezes Zarządu Work Service S.A. Pomimo ubiegłorocznego, rekordowego napływu cudzoziemców, polski rynek nie został nasycony, a zapotrzebowanie na pracowników będzie nadal rosnąć. W tym roku zapowiadane jest uruchomienie nowych procesów inwestycyjnych, a biorąc pod uwagę prognozowaną kontynuację spadków bezrobocia, możemy spodziewać się dalszego wzrostu imigracji do Polski – dodaje Witucki.

Ukraińcy poszukiwani do dużych firm i produkcji

Z najnowszego „Barometru Rynku Pracy VII" wynika, że pracowników z Ukrainy najczęściej poszukują duże przedsiębiorstwa, zatrudniające ponad 250 osób, które prowadzą masowe rekrutacje. W tej grupie niemal co druga firma (49,1%) zgłasza chęć wypełnienia wakatów, dzięki imigracji, stawiając głównie na pracowników niższego szczebla. Wyraźne niedobory kadrowe są widoczne również w branży produkcyjnej, w której niemal 56% pracodawców deklaruje chęć zatrudniania cudzoziemców.

Pracodawcy z branży handlowej i usługowej rozważają rekrutacje pracowników z Ukrainy odpowiednio w 38,9% i 33,8% przypadków. Wyraźnie od trendów rynkowych odbiega sektor publiczny, który zaniża zbiorczą statystykę (39%) z wynikiem na poziomie 5% wskazań.

Zobacz też: Firmy coraz częściej zatrudniają pracowników z Ukrainy. W jakich branżach pracują? 

- W ostatnich miesiącach obserwujemy nowy trend związany z chęcią zatrudniania pracowników z Ukrainy na stanowiska wymagające kwalifikacji. Z naszych badań wynika, że rekrutacje na pracowników średniego szczebla stanowią już dziś ponad 28% zgłaszanego zapotrzebowania na kandydatów zza granicy – podkreśla Marek Śliwiński z Work Service S.A. Biorąc pod uwagę, że znacząca większość pracowników ze wschodu przyjeżdża na podstawie uproszczonej procedury oświadczeń, na okres 6-miesięczny, to wypełnienie tych wykwalifikowanych wakatów będzie wyraźnie trudniejsze. W wielu przypadkach jest to zbyt krótki czas zatrudnienia, aby wejść na specjalistyczne stanowisko, a możliwości przedłużenia zatrudnienia na podstawie zezwolenia na pracę są dość ograniczone ze względów biurokratycznych – dodaje Śliwiński.

Zza Buga znaczy taniej? Przy legalnym zatrudnieniu to mit

Z opublikowanego w grudniu 2016 roku raportu Narodowego Banku Polskiego wynika, że 53,1% pracowników z Ukrainy otrzymuje świadczenia pozapłacowe, które pozwalają im obniżyć koszty życia w Polsce. Do najpopularniejszych należą: zapewnienie zakwaterowania, wyżywienia czy transportu do pracy. Jednocześnie od początku 2017 roku obowiązują w Polsce dwa progi minimalnego wynagrodzenia. W przypadku zatrudnienia na umowę o pracę najniższa płaca wynosi 2000 zł brutto, a w ramach umowy zlecenie 13 zł brutto za godzinę pracy.

- W Polsce mamy do czynienia z modelem imigracji komplementarnej, a więc wchodzeniem pracowników zza granicy na nieobsadzone miejsca pracy. W przypadku legalnego zatrudnienia, Ukraińcy uzyskują co najmniej minimalne wynagrodzenie, czyli takie, jakie jest przewidziane dla Polaków. Co ważne, w większości mają również zapewnione pozapłacowe świadczenia, które stanowią dla pracodawców dodatkowe wydatki. Oznacza to, że zatrudnienie obcokrajowców przestaje być optymalizacją kosztową, a staje się koniecznością wynikającą z niedoborów kadrowych wśród Polaków – podsumowuje Marek Śliwiński. 


Autor: regiopraca.pl
Współpraca: Work Service
10komentarzy
Dodaj komentarz

Komentarze (10)

są tańsi i pracują na zlecenie lu o dzieło! Zaniżają stawki przez to psują nasz rynek pracy.Normalny Polak chce umowy o prace i godne zarobki żęby życ!.Ukraińców jest pełno i coraz wiecej jest dla nich pracy, a ty Polaku głoduj!
er, 16.02.2017, 12:58
będą czcić Bandere. "A co, Pileckim garnka nie napełnię, dzieciom po willi nie kupię." tłumaczy Janusz z KutaPolExu, zatrudniający wyłącznie NowoPolaków (pochodzenia ukraińskiego).
yyyy, 16.02.2017, 13:13
Przykładowy normalny człowiek idzie do pracy po miesiącu dostaje 2 tyś do ręki. Wynajmuje jakieś lokum gdzieś na zadupiu za 1000 zł z opłatami. Zostaje mu 33zł dziennie na przeżycie, czyli jedzenie, ubranie, komputer, samochód, wakacje, kino i kwiaty na dzień matki. Miłego słodkiego życia:)
Pawelas, 18.02.2017, 14:46
nie ma się z czego cieszyć. to nie jest powód do dumy dla Polski i polaków. wręcz przeciwnie.
fdsaf, 16.02.2017, 19:05
DAJCI GODNE ZAROBKI TO NIE TRZEBA ZATRUDNIAC UKRAINCÓW -JESZCZE NIKT NA TO NIE WPADL????
pracowity, 17.02.2017, 07:09
dzięki ukraińcom można się wzbogacić, bo nie znają prawa, nie wiedzą co im się należy a polak to chce umowy o pracę, skłądki zus opłacone bo emerytura jego to 115 złotych w prognozowaniu biznesowym a ukrainiec nic nie chce bo nie wie co powinien mieć,
gość, 17.02.2017, 09:17
Polska - Ukraina to jedna słowiańska rodzina :)
Aschan, 17.02.2017, 09:45
Jak zostaną rozliczeni i osądzeni ludzie z upa i oun w latach 40 XX wieku co mordowali Polaków zroblli dużo krzywdy to będzie można coś wspomnieć o słowiańskich korzeniach
leonid, 17.02.2017, 11:38
niebawem będziemy oddawać własny kraj obcym narodowościom. ciekawe czasy się nam szykują.
hgfh, 18.02.2017, 04:38
Jestem urzędnikiem, więc opiszę pewne zjawisko. Tak się składa, ze jeden z przedsiębiorców jest lokalnym liderem jednej z partii politycznych. Do urzędu w którym pracuję wysyła on dokumenty by móc wysłać swoich pracowników za granicę. Same ukraińskie nazwiska. Jedynie pojedyncze - polskie. Wszyscy jego pracownicy zatrudnieni są na umowach śmieciowych. Za to małżonka przedsiębiorcy wystartowała w ostatnich wyborach do Sejmu z pierwszego miejsca na liście. Z gwoli wyjaśnienia - aby startować z pierwszego miejsca trzeba spełnić kilka warunków. Jednym z nich jest wyłożenie grubej kasy z własnej kieszeni na potrzeby kampanii wyborczej własnej partii. Z tego obowiązku zwolnione są co najwyżej osoby będące lokomotywami wyborczymi na swojej liście. Ale tu nie było takiej sytuacji. Wniosek? Pan przedsiębiorca wykorzystuje tanią siłę roboczą z Ukrainy by zarobione w ten sposób pieniądze przeznaczyć na angażowanie siebie i swojej żony w politykę. Jeżeli takich sytuacji są tysiące, to nic dziwnego, że gospodarka rzekomo się rozwija a zwykli ludzie tego nie odczuwają. Pracownicy nie dostają podwyżek, bo cały zysk zgarniają ich pracodawcy. Pracodawcy, którzy kombinują jak się tylko da aby mieć jak najtańszą siłę roboczą.
qwerty, 18.02.2017, 11:32
Komentarz został usunięty.
Komentarz został usunięty.

Polecamy