Tarnobrzeg. Notariusz oskarżony o przywłaszczenie 3,6 miliona złotych nie przyznaje się do winy

Tagi:
Przed Sądem Okręgowym w Tarnobrzegu ruszył w czwartek proces zawieszonego w czynnościach notariusza z Kielc, oskarżonego o oszustwa.
Tarnobrzeg. Notariusz oskarżony o przywłaszczenie 3,6 miliona złotych nie przyznaje się do winy
Proces byłego notariusza w jednoosobowym składzie prowadzi sędzia Zygmunt Dudziński.

fot. Marcin Radzimowski

Oprócz oszustw i nadużycia władzy Prokuratura Okręgowa w Kielcach zarzuca byłemu rejentowi przywłaszczenie w sumie ponad 3,6 miliona złotych. 55-letni Andrzej S. sądzony jest w Tarnobrzegu, gdyż sędziowie z Kielc wyłączyli się z rozpoznania jego sprawy.

Andrzej S. został już skazany prawomocnie przed tarnobrzeskim sądem, w sprawie będącej odpryskiem tej obecnej. Został uznany winnym sporządzania aktów notarialnych, pomimo że Sąd Dyscyplinarny Rady Izby Notarialnej w Krakowie zawiesił go w pełnieniu obowiązków. A zawiesił go, bo ten nie odprowadzał opłat sądowych za wpis do ksiąg wieczystych. Tylko z tego tytułu sądom (głównie sądowi z Kielc) jest winien blisko 125 tysięcy złotych. To jeden z zarzutów ciążących na notariuszu w rozpoczętym właśnie procesie.

Przed sądem Andrzej S. występuje bez obrońcy, w charakterze oskarżycieli posiłkowych występują pełnomocnicy kilku oszukanych osób i firm.

W pierwszym dniu procesu przez ponad półtorej godziny prokurator odczytywała treść aktu oskarżenia. Najwięcej czasu zajęło skrupulatne wyliczanie kwot opłat sądowych, jakich nie odprowadził notariusz za podejmowane czynności prawne. A było ich kilkaset.

Główne zarzuty ciążące na byłym rejencie dotyczą jednak oszustw - wprowadzenia w błąd kilku ufających mu osób, mające na celu niekorzystne rozporządzenie majątkiem w dużych rozmiarach. Oszukując - jak ustaliła prokuratura - wykorzystywał fakt, ze wykonywany przez niego zawód cieszył si.ę publicznym zaufaniem.

Jak to działało? Andrzej S. miał zadłużenie i chcąc się odbić od dna oferował znajomym, majętnym osobom kupno nieruchomości, jakie posiadał - działki lub części kamienicy w Kielcach. Zawierał umowę przedwstępną i pobierał zaliczki wynoszące zazwyczaj po kilkaset tysięcy złotych. Bywało, że tę samą kamienicę fikcyjnie sprzedawał dwóm różnym osobom i od obu pobierał zaliczki. A tak naprawdę nie miał zamiaru sprzedać udziałów w kamienicy. Z kolei od innych osób zwyczajnie pożyczał pieniądze, zawierając umowy powiernicze. Oczywiście nie wywiązał się z nich.

Śledczy zarzucają byłemu rejentowi także to, że w czasie, kiedy „miał już na głowie komornika" i tytuły egzekucyjne, ukrywał dochody swojej kancelarii. Nakazywał dochody przelewać na konto swojej żony i teściowej.

Gdy grunt zaczął się mu palić pod nogami, przepisał swoje udziały z majątku wspólnego na rzecz żony. Nieoficjalnie ustaliliśmy, że choć z żoną formalnie jest rozwiedziony, mieszka z nią.

- Nie przyznaję się do zarzutów i chcę złożyć wyjaśnienia - oświadczył w czwartek oskarżony.

Z uwagi na obszerną treść dotychczasowych wyjaśnień złożonych w śledztwie i konieczność zachowania ciągłości, sąd przesłucha Andrzeja S. w następnym terminie, 23 lutego. 

Autor: Marcin Radzimowski
0komentarzy

Polecamy